Moja hodowla. Moje życie.
Kocham psy a one oddają tę miłość po wielekroć. W wesołym spojrzeniu łagodnych, brązowych, migdałowych oczu. W szalonej radości. W zamaszystości ogona. W przednich łapach opartych (o zgrozo!) na ramionach. W poszukiwaniu pieszczoty opuszczonej dłoni.
Zaczęło się gdy miałam 12 lat kiedy to (wreszcie!) udało mi się namówić rodziców na psa. Był mój. Kundel niecnota, powsinoga i hultaj, utrapienie i worek szczęścia i radości w jednym. Lata całe płakałam za nim przez sen gdy pewnego dnia nie wrócił już do domu ...
Później gdy byłam już na swoim i mogłam sobie na to pozwolić pojawił się mój pierwszy berneńczyk. Ujął mnie swoją urodą i sercem, kudłaty, ciepły olbrzym. Był rok 1996r. Odtąd nie ma dla mnie innych ras.
Goran był nie do końca rasowym berneńczykiem ale Certo to już zupełnie inna historia. Gdy miał nastać Certo zarzekałam się że absolutnie nie interesują mnie wystawy. Zaczęło się niewinnie, a skończyło się jak się skończyło, Certo przetaczał się przez ringi jak burza. Poznała nas Polska, poznał świat. Gdy dołączyła Diuna powstała CERTORIA.
Odkąd zaczęła się moja wystawowo - hodowlana przygoda spotkałam wielu bardzo miłych ludzi dzielących ze mną moją pasję. I choć jestem gdzie jestem, choć były jej przeznaczone trudne chwile CERTORIA żyje. Bo hodowla jest moim oknem na świat, moim sposobem na życie.
Jako hodowca zdecydowanie jestem w uprzywilejowanej sytuacji w stosunku do innych miłośników psów - ja mogę cieszyć się szczeniętami rokrocznie! Wspaniale jest raz za razem doświadczać cudu narodzin, czuć pod palcami bicie maleńkich serduszek, czuć zapach mleka z tycich pyszczków gdy z napchanymi brzuszkami ziewają zmęczone ssaniem. Wspaniale jest tulić te ciałka pokryte krecim futerkiem, obserwować jak czernieją różowiutkie noski, widzieć jak otwierają się chabrowe oczy, dawać ulgę swędzącym dziąsłom gdy wyżynają się mleczne, ostre jak szpilki ząbki, być świadkiem pierwszych nieporadnych, chwiejnych kroków na krótkich łapkach. I tak strasznie jest się z nimi rozstawać! Ale rozumiem, że tak być musi bo doskonale pamiętam ten dzień kiedy sama przywiozłam do domu skulone, kudłate zawiniątko i wierzę gorąco, że w nowych domach będą kochane co najmniej tak jak ja zdążyłam je pokochać w ciągu tych krótkich dwóch miesięcy.